Felieton w ramach dwugłosu w „Gazecie Świętojańskiej”

Ostatnia sesja 2011 roku obfitowała w ciekawe i istotne uchwały i towarzyszące im spory. Widać było choć na chwilę żywe lokalne forum debaty publicznej. Można powiedzieć że ta sesja zbliżyła się do mojego ideału sesji. No może z wyjątkiem wyników głosowań. Dlatego tym razem skupię się na jej w miarę dokładnym zrelacjonowaniu.

Najważniejszym projektem omawianym na sesji był budżet na rok 2012. Co rzadkie – budżet poparty jednogłośnie, również przez radnych opozycji. Za innych radnych opowiadał nie będę, natomiast opowiem dlaczego ja zdecydowałem się budżet poprzeć. Otóż pomimo, iż budżet ten nie budzi jakiegoś szczególnego entuzjazmu, to jednak w swojej podstawowej konstrukcji jest poprawny. Nazwałem ową konstrukcję oszczędną i bezpieczną.

Oszczędną dlatego, że przewiduje zmniejszenie wydatków bieżących o 2% w stosunku do prognozowanego ich wykonania w roku poprzednim. To jest dobry wskaźnik, tak się powinno zarządzać każdą organizacją – oczekując stałego dążenia do poprawy efektywności a więc ograniczania kosztów. Jeżeli nie ma jakichś szczególnych projektów (a te finansowane powinny być w ramach budżetu projektu) koszty bieżącej działalności powinni stale, choćby minimalnie, spadać. Na szczególną uwagę – jako na wyjątkowo duży spadek (o 23%) – zasługują tu wydatki na promocję.

Jakże rażący to kontrast w porównaniu z budżetem na rok wyborczy 2010, w którym wydatki bieżące w stosunku do roku poprzedniego rosły o 10%, a wydatki na promocję o niemal 20%. Gdy wówczas protestowałem przeciw takiej wyborczej rozrzutności słyszałem w odpowiedzi, że inaczej się nie da, że miasto się rozwija i to musi za sobą pociągać wzrost wydatków. Jak widać w tym roku – jednak się da inaczej. Mam nadzieję że ta nowo nabyta wiedza będzie towarzyszyć radnym również podczas uchwalania kolejnych wyborczych budżetów.

Drugie z określeń, jakich użyłem pod adresem projektu – to budżet bezpieczny. Bezpieczny dlatego, że pomimo planowanego dużego wzrostu wydatków inwestycyjnych (planowane wydatki majątkowe rosną w stosunku do zeszłego roku o 70%), dzięki dużemu udziałowi środków europejskich w źródłach finansowania pozostawia wskaźnik zadłużenia długoterminowego na poziomie 45% dochodów budżetowych (a więc w bezpiecznej odległości od ustawowego limitu 60%). Dlaczego zachowanie takiego buforu bezpieczeństwa jest szczególnie istotne? Otóż w nadchodzącym roku czeka na finanse samorządów wiele niebezpieczeństw dwojakiego rodzaju.

Pierwszy gatunek owych zagrożeń dla finansów to zagrożenia wynikające z trendów w ogólnoświatowej gospodarce. Druga fala kryzysu, kłopoty strefy Euro, stagnacja w kolejnych krajach europejskich – nie sposób przewidzieć jak te czynniki wpłyną na polską a więc i gdyńską gospodarkę – ale z pewnością nie wpłyną dobrze. Musimy się poważnie liczyć z tym że w trakcie roku 2012 samorządowi przyjdzie działać w warunkach gospodarczych znacznie gorszych niż obecnie.

O ile jednak nieprzewidywalność trendów gospodarczych jest sytuacją dość stałą i normalną – o tyle drugi gatunek niebezpieczeństw dla samorządów ma znacznie mniej naturalne pochodzenie. Niebezpieczeństwa te stwarza bowiem działalność polskiego rządu. W przyszłym roku przygotował on samorządom kilka pułapek. Po pierwsze, tradycyjnie już wchodzą w życie regulacje nakładające na samorządy nowe obowiązki bez zapewnienia źródeł finansowania ich realizacji (np. ustawa o pieczy zastępczej). Po drugie, w założeniach budżetowych przesłanych samorządom przyjęto zupełnie fikcyjny wskaźnik wzrostu gospodarczego (4%). W rezultacie zgodnie z prognozą, na której musiał się oprzeć budżet miasta, wpływy np. z tytułu PIT mają w przyszłym roku – roku co najmniej spowolnienia jak nie drugiej fali kryzysu – wzrosnąć o 10%. Taki wskaźnik samorząd musiał zawrzeć w budżecie tym samym szykując sobie niemiłą niespodziankę w trakcie roku budżetowego. Po trzecie, kolejną taką niemiłą niespodzianką jest zapowiadane podwyższenie składki rentowej o 2% po stronie pracodawcy. Samorząd jest jednym z największych pracodawców w mieście więc taka podwyżka spowoduje dziurę w budżecie liczoną w milionach złotych – kiedy dokładnie i w jakiej dokładnie wysokości nie wiemy do tej pory. Jak zauważył Alexis de Tocqueville nie ma takiej niegodziwości do której nie posunąłby się skądinąd łagodny i liberalny rząd kiedy zabraknie mu pieniędzy. To jest okoliczność, z którą musimy się poważnie liczyć w 2012 roku, dlatego bardzo ważne, żeby budżet miasta na ten rok zostawiał pole do manewru.

Przy okazji budżetu koledzy z Platformy Obywatelskiej postanowili spopularyzować swój postulat budowy boisk w ramach programu „orlików”. Okazja była dobra, bo w budżecie znalazła się kwota 1 milion 200 tysięcy złotych na kotarę przesłaniającą fragmenty trybun w hali widowiskowo sportowej (starczyłoby na pewno na jeden a może na dwa orliki), w niektórych rejonach miasta brakuje ogólnodostępnej infrastruktury sportowej, a tłumaczenia rządzącej większości były mocno nieprzekonujące. Szkoda tylko że przy okazji zadziałał tzw. paradoks komitetu. Opisał go swego czasu Cyryl Parkinson na przykładzie zarządu który najpierw decyduje o kupnie linii produkcyjnej za grube miliony. Zakup przechodzi gładko i bez dyskusji bo to skomplikowana sprawa na której nie każdy się zna, uczestnicy posiedzenia boją się, że zajęcie błędnego stanowiska uczyni ich potem odpowiedzialnych za milionowe straty itp. Po czym w następnym punkcie omówiony ma być kosztujący kilka funtów zakup farby do pomalowania składziku. I tu wybucha wielogodzinna zaciekła dyskusja. No bo pomalowanie szopy każdy jest w stanie sobie wyobrazić, nikt nie boi się konsekwencji ewentualnego błędu, wreszcie do tej pory milczał a chce na zebraniu zaistnieć – więc korzysta z nadarzającej się okazji. Tak też było z kurtyną i orlikami – dyskusja nad wydatkiem stanowiącym mniej niż 0,1% budżetu zdominowała dyskusję nad budżetem jako takim. Podobnie było z medialnymi relacjami co dokładam do teczki moich tradycyjnych narzekań na poziom lokalnych mediów.

Drugim tematem, który wzbudził kontrowersje, była skarga na naruszenie prawa złożona przez współwłaścicieli działki, na której obecnie znajduje się przedszkole nr 51 przy ul. Władysława IV. Niedawno uchwalony miejscowy plan zagospodarowania przeznaczył ten teren wyłącznie pod zagospodarowanie w obecnym kształcie, co zdaniem wnioskodawców naruszyło ich prawo własności. Niewątpliwie prawo własności w istocie zostało naruszone, natomiast otwarte pozostawało pytanie – czy zgodnie z prawem? Ustawodawca daje bowiem miastu władztwo planistyczne pozwalające na naruszanie, czy może ograniczanie, prawa własności zgodnie z istotnym interesem publicznym. W praktyce orzecznictwa występuje również wymóg aby przed dokonaniem ograniczenia prawa własności (prawa bardzo mocnego bo chronionego konstytucyjnie) zbadać inne możliwości zaspokojenia interesu publicznego. Moim zdaniem te warunki nie zostały jednoznacznie spełnione, co wskazuje na zasadność skargi.

Po pierwsze interes publiczny w omawianej sprawie co najmniej nie jest jednoznaczny. Niewątpliwie w interesie publicznym leży zapewnienie dostępu mieszkańców do opieki przedszkolnej. Jednak z drugiej strony obecna lokalizacja tej funkcji (pomiędzy bardzo ruchliwą magistralą kolejową a nie mniej ruchliwą drogą) na pewno nie jest optymalna. Budzi też wątpliwość argument o szczególnej potrzebie zapewnienia miejsc przedszkolnych akurat w centrum – w naszym kraju zdecydowanie dominuje model zapisywania dzieci do przedszkola w pobliżu miejsca zamieszkania a nie w pobliżu miejsca pracy. Potwierdzają to co roku ogłoszenia o wolnych miejscach w przedszkolach po pierwszej fazie rekrutacji – regularnie takie miejsca występują właśnie w Śródmieściu. Wreszcie zdecydowanie w interesie publicznym nie leży narażanie budżetu na wielomilionowe koszty a takie pociągnie za sobą obecne rozwiązanie planistyczne powodujące konieczność wykupu gruntu lub wypłaty odszkodowania dla właścicieli. Można założyć że koszty z pewnością będą tak duże, że można by za nie zbudować od podstaw nowe przedszkole w bardziej dogodnej lokalizacji (na przykład między lasem a zabudową mieszkaniową a nie między ulicą a linią kolejową).

Po drugie nie przeanalizowano dogłębnie w procesie przygotowania planu możliwości będącej na pierwszy rzut oka ciekawą propozycją kompromisu pomiędzy sprzecznymi interesami i prawami – dozwolenie zabudowy mniej więcej w kształcie postulowanym przez właścicieli, ale z wydzieleniem jakiejś części (np. oddzielnej kondygnacji budynku oraz odgrodzonej części działki) na funkcje przedszkolne czy inne oświatowe. Już sam brak owej analizy – bez przesądzania czy sam pomysł jest dobry – może być argumentem za podważeniem planu. Poszanowanie prawa własności wymaga bowiem dogłębnego rozpatrzenia wszystkich opcji alternatywnych, zanim zdecydujemy się na jego znaczne ograniczenie. Ostatecznie głosy nad odrzuceniem skargi podzieliły się na linii Samorządność-opozycja, a więc pewnie można się spodziewać dalszego biegu sprawy przed sądami administracyjnymi.

Trzecią kontrowersyjną sprawą był, opisywany już przeze mnie na łamach Gazety Świętojańskiej, projekt Zintegrowanego Programu Rozwoju Obszarów Miasta. Kontrowersyjną, gdyż wbrew pompatycznej nazwie dokument ten okazał się zaledwie podkładką pod finansowanie kilku inwestycji w ramach mechanizmu JESSICA. Prezydent Guć, niemal otwartym tekstem przyznał, że problemy i potrzeby miasta opisane w dokumencie zostały wprost dobrane tak, żeby pasowały pod założone inwestycje. W rezultacie według dokumentu dzielnice takie jak Chylonia, Cisowa, Pustki, Obłuże, Oksywie czy Pogórze zupełnie pozbawione są problemów czy potrzeb natomiast kluczowymi dla miasta potrzebami jest budowa centrum kultury w parku Rady Europy, nowego hotelu na Kamiennej Górze czy budynku handlowo-usługowego na Chwarznie.

W mojej opinii taki sposób tworzenia ZIPROM to jakiś absurd, postawienie sprawy na głowie. ZIPROM powinien być narzędziem świadomej realizacji polityki miasta, a zatem początkiem pracy nad nim – a nie beletrystycznym dodatkiem – powinna być analiza potrzeb rozwojowych, rewitalizacyjnych itp. na terenie Gdyni. Następnie po określeniu takich potrzeb powinno się tworzyć miejskie podmioty, skonstruowane w sposób umożliwiający korzystanie ze środków z JESSICI, które owe potrzeby by zaspokajały – oraz aktywnie poszukiwać partnerów prywatnych, których przedsięwzięcia można by wpisać w ten system.

Tymczasem prywatni inwestorzy, których projekty zostały wpisane do ZIPROM, najwyraźniej zgłaszali się sami – a dowiadywać się o takiej możliwości mieli z mediów. W rezultacie być może gdzieś tam w Chyloni czy Obłużu planowana jest inwestycja która mogłaby się wpisać w rozwiązywanie problemów tych dzielnic – ale pewnie ani inwestor nie wie, że mógłby skorzystać ze środków z JESSICI, ani władze miasta nie wiedz,ą że taki inwestor istnieje. W sumie nie wiemy nic, właśnie dlatego że zamiast przeprowadzić analizę potrzeb uprawiano publicystykę dla uzasadnienia z góry przyjętych inwestycji. No chyba że się mylę, że taką całościową analizę przeprowadzono i wyszło z niej czarno na białym że dla mieszkańców ulicy Chylońskiej, Dąbka, Starodworcowej, Chabrowej, Zielonej i wielu innych najbardziej palącym problemem jest brak nowego hotelu na Kamiennej Górze i brak mediateki w Śródmieściu…

Nie chcę przedłużać artykułu ponad miarę, więc tylko pozostaje mi na zakończenie życzyć czytelnikom spełnienia wszystkich planów i marzeń w nowym roku.

Za: http://www.gazeta.razem.pl/index.php?id=2&t=1&page=31985