Samorządność odrzuca projekt obywatelski – kolejna droga, propagandowa, inwestycja w Gdyni – Zintegrowany plan rozwoju wreszcie uzupełniony – uregulowanie statusu ulicy Borowikowej – nadanie imienia Żołnierzy Wyklętych węzłowi komunikacyjnemu w Chyloni.

Samorządność Wojciecha Szczurka odrzuciła obywatelski projekt uchwały w sprawie zmiany opłaty śmieciowej.

Niestety rządząca Gdynią formacja pozostała głucha na jednoznaczny głos mieszkańców i odrzuciła obywatelski projekt uchwały przewidujące zmianę podstawy naliczania opłaty śmieciowej z powierzchni mieszkania na liczbę osób zamieszkujących gospodarstwo domowe. O Sednie sprawy pisałem już wielokrotnie, pozwolę więc tu sobie wypunktować kilka ciekawych obserwacji z sesji:

a)      W dyskusji wziął udział sam prezydent Wojciech Szczurek, co w ostatnich latach jest rzadkością. Niestety w swoich wypowiedziach niemal w ogóle nie odnosił się do istoty prezentowanego projektu, a koncentrował się na populistycznym zarzucaniu radnym opozycji, iż należą do partii politycznych. Nawet głosy radnych z obozu rządzącego były bardziej merytoryczne od głosu ich szefa. Oczywiście słowa „partia” czy „polityka” budzą w większości osób instynktownie negatywne skojarzenia. Pozostaje otwartym pytanie jak długo jeszcze socjotechnika odwoływania się wyłącznie do takich semantycznych skojarzeń będzie skuteczna w odwracaniu uwagi gdynian od istoty proponowanych  rozwiązań.

b)      Trzy poprzednie projekty obywatelskie zostały zablokowane i niedopuszczone pod obrady za pomocą różnych kruczków formalno-prawnych. Tym razem przyjęto w urzędzie inną taktykę. Treść projektu obywatelskiego była publicznie podana do wiadomości od 2 i pół miesiąca. Została zarejestrowana w biurze rady miasta miesiąc temu, a następnie dwa tygodnie temu wpisana do porządku obrad sesji. Jeszcze dzień przed sesją była dyskutowana na komisji, która skończyła obrady o godz. 17:00. Do tego momentu nie przekazano wnioskodawcom zastrzeżeń co do jego zgodności z prawem. Tymczasem na komisji obradującej tuż przed sesją urzędowi prawnicy zaczęli mnożyć różnorakie uwagi formalne do tekstu, powodujące w ich mniemaniu jego rzekomą niezgodność z prawem (projekt posiadał w tym zakresie pozytywną opinię niezależnego radcy prawnego). Ostatni z zarzutów został zgłoszony według wskazania mojego zegarka na 37 minut przez rozpoczęciem sesji. Taki tryb zgłaszania zastrzeżeń formalnych można ocenić jednoznacznie – nie ma on nic wspólnego z troską o poprawność czy zgodność z prawem projektu. Ma na celu zaskoczenie wnioskodawców uwagami w momencie, w którym nie mają żadnej możliwości weryfikacji czy są one zgodne z rzeczywistością, tudzież przygotowania ew. poprawek usuwających te braki formalne, które okazałyby się faktycznie istnieć. Taki sposób traktowania projektów, szczególnie projektów obywatelskich, budzi moje oburzenie.

c)      Łączna liczba podpisów pod projektami obywatelskimi zablokowany bądź odrzuconymi przez Samorządność Wojciecha Szczurka przekroczyła tym samym 5 tysięcy. W Gdyni trafiła nam się po prostu władza tak genialna, że wie wszystko lepiej od wszystkich, nawet własnych obywateli.

d)      Oczywiście jako gdyński PiS nie składamy broni i nie uważamy za zamknięty tematu niesprawiedliwej opłaty śmieciowej. Opłaty, która cały koszt „śmieciowej rewolucji” przerzuca na barki jednej grupy społecznej – zazwyczaj osób starszych, schorowanych, mających małe dochody. Niestety wszystko wskazuje na to, że zmiana tych rozwiązań będzie wymagała zmiany układu sił w gdyńskich władzach. Wniosek nasuwa się sam.

Budowa Gdyńskiego Centrum Filmowego – kolejna droga, propagandowa inwestycja

Rada miasta w nowelizacji budżetu oraz oddzielnej, dedykowanej, uchwale przesądziła o budowie nowej siedziby Gdyńskiej Szkoły Filmowej, zwanej Gdyńskim Centrum Filmowym, połączonej z zagospodarowaniem Placu Grunwaldzkiego oraz budową kolejki torowej na Kamienną Górę. Koszt inwestycji wyniesie ok. 30 milionów złotych, z czego ¼ trzeba będzie ponieść bezpośrednio z budżetu a ¾ zostaną sfinansowane ze środków unijnego mechanizmu JESSICA. Jest to mechanizm pomocy zwrotnej, a więc również te środki trzeba będzie spłacić, tyle że na warunkach korzystniejszych od spłaty kredytu komercyjnego.

Niestety nie udało mi się uzyskać wiążącej deklaracji władz, ile wyniosą dodatkowe koszty bieżące funkcjonowania budynku, który ma uzyskać nazwę Gdyńskiego Centrum Filmowego. W Centrum tym mieścić się będzie szkoła filmowa oraz inne instytucje i organizacje korzystające ze wsparcia miasta już teraz. Jaki będzie zakres tego wsparcia po zmianie miejsca i związanej z tym formuły funkcjonowania nie wiadomo. Strzępek wiedzy jaką posiadamy, to odpowiedź na moją interpelację z przed roku, dzięki której dowiedzieliśmy się że roczny koszt dofinansowania przez miasto studiów ok. 10 osób na wydziale reżyserskim Gdyńskiej Szkoły Filmowej to ok. 1 milion złotych. Dla porównania – można by więc zamiast ekskluzywnego wykształcenia dla garstki szczęśliwców zbudować co roku dodatkową drogę gminną w pełnym standardzie lub dwie drogi w technologii YOMB albo utworzyć ponad 100 dodatkowych miejsc w żłobkach. Można domniemywać że przenosiny do bardziej okazałej siedziby i rozszerzenie zakresu działalności zwiększy też wysokość kosztów ponoszonych przez budżet miasta na dofinansowanie działalności GSF.

W dyskusji nad projektem przedstawiciele urzędu powoływali się na przykład Infoboxu, przeciw któremu też protestowała opozycja, a którzy rzekomo „okazał się sukcesem i cieszy się popularnością”. Obawiam się, że niestety jest to dość trafne porównanie. W obydwu przypadkach mamy bardzo drogą kontrowersyjną inwestycję o wątpliwej przydatności z co najmniej nie najważniejszą z punktu widzenia żywotnych potrzeb mieszkańców Gdyni (nowy gmach Gdyńskiego Centrum Filmowego – instalacja Infoboxu) „opakowany” w jedną inwestycję z wyczekiwanym zagospodarowaniem zaniedbanej przestrzeni miejskiej (zagospodarowanie Placu Grunwaldzkiego – zagospodarowanie Skweru Żeromskiego). Ten drugi element jest zdecydowanie tańszy i spokojnie można by znacznie mniejszym nakładem środków go wykonać bez kontrowersyjnej budowy, z którą jest połączony. Nowo zagospodarowany atrakcyjny teren publiczny przyciągnie mieszkańców, dodatkowo wydamy jeszcze więcej pieniędzy na kumulację imprez, występów i koncertów, które jeszcze zwiększą frekwencję (również nie związanych z pierwotną inwestycją – równie dobrze mogących się odbywać w innym miejscu) i będzie można mówić że inwestycja jako całość jest sukcesem bo miejsce przyciąga dużo mieszkańców i turystów. Dość wspomnieć że same imprezy i promocja otwarcia Infoboxu to 100 tys. złotych dodatkowych kosztów a od otwarcia miało miejsce szereg dalszych imprez, programów sponsorowanych itp. mających promować to miejsce. Tak to instalacja służąca promocji sama też jest promowana (wystarczy czekać na dodanie trzeciego piętra promocji – promowanie akcji promocyjnych promujących miejsce promocji). Jeżeli tak samo ma to wyglądać w wypadku Gdyńskiego Centrum Filmowego to poza kosztem samej inwestycji i poza wzrostem wydatków bieżących na przenoszone instytucje, musimy się szykować na jeszcze dodatkowe koszty propagandowe.

W takiej sytuacji pozostaje tylko się cieszyć, że z tej okazji nie powołano jeszcze kolejnej spółki, która zarządzałaby tym miejscem. Przynajmniej tego jednego dodatkowego kosztu oszczędzono gdyńskiemu podatnikowi 😉

Zintegrowany plan rozwoju wreszcie uzupełniony

Wielokrotnie zgłaszałem krytyczne uwagi pod adresem tzw. ZIPROM (Zintegrowanego Planu Rozwoju Obszarów Miejskich), który zamiast analizować rzeczywiste problemy mieszkańców Gdyni i proponować sposoby ich rozwiązania tworzony był metodą dopisywania problemów pod z góry założone inwestycje, które miałyby rzekomo je rozwiązywać. Dawało to iście humorystyczny efekt, bo według dokumentu szerokie połacie dzielnic takich jak Obłuże, Chylonia, Grabówek, Witomino, Karwiny i wiele innych nie miały żadnych problemów z brakami infrastruktury czy żadnych potrzeb rewitalizacyjnych  – a najbardziej palącą potrzebą miasta była budowa Muzeum Emigracji czy Forum Kultury.

Na minionej sesji rada miasta podjęła uchwałę o dopisaniu do ZIPROM jako jego integralnej części szeregu dokumentów analityczno-planistycznych jako jego integralnej części. Tym samym część diagnostyczna programu jako całości zyskała cenne uzupełnienie i „dostrzega” już rzeczywiste problemy tysięcy Gdynian. Oczywiście nadal bez zmian pozostaje część opisująca rekomendowane inwestycje. Można więc powiedzieć, że teraz problemy na Obłużu, Chyloni, Witominie itp. są – ale rozwiązać je nadal ma budowa Muzeum Emigracji czy Forum Kultury.

Uregulowanie statusu ulicy Borowikowej

Rada miasta podjęła uchwałę jednoznacznie definiującą charakter drogi publicznej i przebieg ulicy Borowikowej. Z tej uchwały cieszę się podwójnie i jako radny i jako mieszkaniec tej ulicy. Nieuregulowany status Borowikowej był źródłem szeregu problemów kompetencyjnych w zakresie jej utrzymania i remontów. Jej ostateczne i całkowite przejęcie przez miasto otwiera też drogę do uregulowania problemu braku porządnej kanalizacji burzowej (choć niestety ze względu na koszty nie spodziewałbym się jej zbyt szybko).

Przy tej okazji zwróciłem z trybuny uwagę rannych i prezydenta na podobny problem na pobliskich ulicach osiedla Pustki Cisowskie. Otóż ulice takie jak Bzowa, fragment Żurawiej, Jaśminowa itp. nie mają statusu dróg publicznych i są drogami wewnętrznymi Gdyńskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. Tymczasem de facto są to drogi publiczne, stanowią dojazd do nieruchomości wielu różnych właścicieli jak i drogi tranzytowe dla mieszkańców dalszych okolic Pustek. Budzi to zrozumiałe poczucie niesprawiedliwości wśród mieszkańców GSM, którzy ze swoich czynszów muszą finansować utrzymanie, remonty a nawet podatki i opłaty od dróg, które są publiczne i służą wszystkim mieszkańcom miasta. Analogiczne drogi w całej Gdyni mają status dróg publicznych i są utrzymywane przez miasto.

Władze Gdyńskiej Spółdzielni Mieszkaniowej w nieoficjalnych, ustnych, rozmowach przekazywały informację iż władze miasta odmawiają wykupu gruntów pod tymi ulicami, gdyż nie są one zaliczone do dróg gminnych. Z kolej są precedensy rozstrzygnięć nadzorczych wojewodów uchylających uchwały rad o zaliczeniu w poczet dróg gminnych – ze względu na to iż drogi owe nie biegły w całości po terenach należących do gminy. Mielibyśmy więc idealne zapętlenie, w którym miasto nie wykupi terenu bo biegnie po nim droga publiczna, a drogi publicznej nie można ustanowić, bo teren nie jest wykupiony. Będę próbował doprowadzić do dialogu między władzami spółdzielni i miasta w sprawie znalezienia wyjścia z tej sytuacji.

Nadanie imienia Żołnierzy Wyklętych węzłowi komunikacyjnemu w Chyloni

Chylońskie skrzyżowanie ulicy Morskiej i Chylońskiej otrzymało nazwę „Węzeł im. Żołnierzy Wyklętych”. W ogromną radością i dumą przyjąłem symboliczne opowiedzenie się mojego miasta po stronie żołnierzy walczących o niepodległość Polski z sowieckimi okupantami i ich kolaborantami. Żyjemy w dziwnym kraju, w którym stalinowscy zbrodniarze są ścigani niezbyt chętnie a na pewno zupełnie nieskutecznie (jak chociażby Helena Wolińska czy Stefan Michnik), w którym pełnienie funkcji oficera wojsk KBW, walczących z żołnierzami podziemia niepodległościowego, nie stanowi nawet przeszkody w otrzymywaniu honorowych tytułów i odznaczeń (jak w przypadku prof. Zygmunta Baumana). A jednocześnie „Żołnierze Wyklęci”, bohaterowie, którzy często w beznadziejnej sytuacji walczyli do końca i ponosili najwyższe ofiary za wolność Ojczyzny – są często traktowani jako „postacie kontrowersyjne”.

Dlatego tak dobrą i wyczekiwaną wiadomością jest zdecydowane symboliczne oddzielenie w Gdyni dobra od zła i uhonorowanie tych, którzy na to zasługiwali i nieprzyzwoicie długo musieli na to czekać. Jest to kolejny dobry krok polityce nazewniczej i symbolicznej (po mającej kilka lat temu zmianie patronów czterech ulic w Redłowie z działaczy komunistycznych na polskich poetów i pisarzy). Oczywiście nadal jeszcze sporo pozostało do zrobienia. Nadal czekamy na usunięcie z budynku urzędu miasta tablicy upamiętniającej nadanie odznaczenia przez nie uznawaną wówczas na świecie komunistyczną KRN. Nadal w Gdyni znajduje się ulica imienia gen. Zygmunta Berlinga, zdrajcy, najprawdopodobniej agenta NKWD, skazanego przez sąd niepodległej Polski na karę śmierci za dezercję.

Przed jasnym stawianiem tego rodzaju spraw zazwyczaj powstrzymuje radnych obawa o protesty związane z kosztami wymiany dokumentów itp. tudzież przed staniem się obiektem krytyki w nurcie „zajmują się symboliką zamiast codziennymi problemami mieszkańców”. Uważam, że autorstwo setek interwencji, interpelacji i wystąpień właśnie w sprawach codziennych problemów mieszkańców daje mi moralne prawo by stwierdzić, że również kwestie symboliczne, kształtujące naszą pamięć i tożsamość są bardzo ważne. Kto wie, czy w dłuższej perspektywie nie najważniejsze.