Gdyńscy radni nie zostawiają suchej nitki na projekcie Infoboksu, w którym prezentowane mają być m.in. miejskie inwestycje. Protestują nawet proprezydenccy radni z Samorządności. Awantura przerodziła się w nadzwyczajne spotkanie zWojciechem Szczurkiem.

Projekt był przygotowywany przez dwa lata, a dowiedzieliśmy się o nim z mediów. Nie można było go opiniować podczas pracy komisji. O takich kwestiach powinniśmy rozmawiać w inny sposób. Jestem tym sfrustrowany i wcale tego nie kryję – denerwuje się Zygmunt Zmuda-Trzebiatowski, radny Samorządności.

O co chodzi? O zaprezentowany przed tygodniem z wielką pompą projekt Infoboks. To budowla, która ma stanąćna skwerze u zbiegu ul. Świętojańskiej i 10 Lutego zobacz na mapie Gdyni. Jej konstrukcja ma składać się z 65 kontenerów. Będą w nim prezentowane inwestycje – nie tylko miejskie, ale także makiety także spółek prywatnych, które np. zabudują gdyńskie nabrzeże.

Stworzenie kontenerowego kompleksu ma kosztować 6 mln zł.

Po raz kolejny apeluję: mniej makiet i wizualizacji, a więcej dróg czy chodników. Gwarantuję, że tak myśli większość gdynian. Makietę można postawić w Muzeum Miasta Gdyni, gdzie na pewno się zmieści, nie trzeba na to wydawać milionów złotych – podkreśla Marcin Horała z PiS.

Teren, na którym ma stanąć Infoboks, będzie bezprzetargowo przejęty przez spółkę Forum Kultury, która ma zarządzać budową i późniejszą eksploatacją. Radni dowiedzieli się o tym w ostatniej chwili. Uchwała została wniesiona pod obrady w trybie siedmiodniowym, jako aneks.

Gdzie zabezpieczyliśmy na to środki? Nie ma ich w budżecie – ani na przyszły rok, ani w planie wieloletnim – denerwuje się inny radny Samorządności, wiceprzewodniczący rady miasta Jerzy Miotke.

Radni są wściekli nie tylko dlatego, że o projekcie nic nie wiedzieli i nie mieli możliwości wypowiedzieć się na ten temat. Zaprezentowano go jedynie jednej komisji. Ich niepokój budzi także to, że Forum Kultury to spółka miejska, powołana na rzecz budowy Forum Kultury, którego budowa skądinąd odwleka się w czasie ze względu na wniosek o zwrot terenów poprzednim właścicielom. Powołanie spółki jest elementem inżynierii finansowej, dzięki której nowy twór będzie mógł się zadłużyć, nie zwiększając jednak zadłużenia miejskiego budżetu. Dzięki temu miasto nie przekroczy dozwolonych ustawowo progów zadłużenia. Tylko że spółka nie prowadzi żadnej dochodowej działalności. Na dziś nie ma dochodów pochodzących spoza budżetu Gdyni.

Beneficjentem części terenów jest miasto, będziemy tam prezentować swoje tereny inwestycyjne. Ta budowa jest równie ważna jak np. Pomorski Park Naukowo-Technologiczny, bo w dzisiejszych czasach bez promocji nie ma szans z dotarciem z ofertą dla nowego pokolenia w Gdyni. Podobnie czyni Londyn, Berlin czy Hamburg – bronił pomysłu Tomasz Banel, naczelnik wydziału polityki gospodarczej inieruchomości w Urzędzie Miasta Gdyni.

Radnych oburzył jednak sposób, w jaki potraktowani zostali przez władze Gdyni. Awantura zakończyła się zapowiedzią spotkania Wojciecha Szczurka z radnymi wspierającej go Samorządności.

Musimy ustalić jak ma dalej wyglądać nasza współpraca, bo jak widać nie wszystko jest w porządku. Nie chcę powiedzieć dwóch słów za dużo, ale każdy widzi jak – przynajmniej w tym wypadku – zostali potraktowani radni miasta – mówi Zygmunt Zmuda-Trzebiatowski.